poniedziałek, 3 stycznia 2011

Przemoc - czyli jak bardzo my jesteśmy zepsuci

Finlandia wydaję się być istnym rajem. Wszystko pięknie zorganizowane , czyste, beztłuszczowe i niskokaloryczne. Ludzie uprawiają dużo sportu, nawet przy -20, szanują się traktują na równi. Brak tam przestępczości, chamstwa czy jakichkolwiek złośliwości gdziekolwiek. Wydaję się to aż niemożliwe, że ludzie są aż tak życzliwi. Faktem jest też , że fińska telewizja jest nudna, bo nie ma w niej żadnych sensacji, żadnych ciekawych typowo fińskich filmów , a zagraniczne są przeważnie te bez przemocy.


Rozmawiając o tym temacie z jednym znajomy finem doszłam do wniosku, że jest to gigantyczna różnica kulturowa, i że to niesamowite jak bardzo jesteśmy zepsuci. Jak bardzo jesteśmy psuci od maleńkiego.

Zaczynając od rycerzy, którzy to dzielnie walczyli o uwolnienie, zawładnięcie czy zdobycie ziemi czy serca ukochanej wybranki i stawali dzielnie w szranki bijąc się o niejedną pannę. Wiele było w historii takich zjawisk gdzie ludzie walczyli dla honoru czy dla jakiegoś celu. Nie pamiętam jednak aby kiedykolwiek ukazywano to w takim świetle, który wskazywałby na straszną tragedię i przemoc występującą w tych zdarzeniach. W wielu momentach historii i kultury ludzie walczyli , Romeo walczył o Julię, pozabijał parę ludzi a na koniec siebie , ale jakoś trudno sobie to uzmysłowić w kategoriach zła i przemocy, raczej traktuje się to jako coś naturalnego , tragiczna miłość tragiczne dzieje ale nigdy nie szufladkuje się takich rzeczy u nas jako - złe, przemoc. Mi osobiście przynajmniej rycerze pozytywnie się kojarzą z walką o honor. Fin natomiast jest w stanie porównać to wszystko do wojny samej w sobie. I chyba tylko w tej materii się zgadzamy, dla mnie wojna kojarzy się z czołgami i zabijaniem dla zabijania - jest zła. Rycerze natomiast walczą o coś innego - nie są źli. Dla Fina wszystko co przejawia odrobinę przemocy jest złe, a nawet bardzo złe.

Jeśli chodzi o wątek przemocy to można zauważyć też różnice w poczuciach humoru. Sądzę, że jesteśmy już tak przesiąknięci tą przemocą i złymi wydarzeniami, że stają się nieraz one dla nas komiczne. Pominę już to, że w wiadomościach telewizyjnych obserwując i słuchając mówią u nas tylko kto kogo zabił, kto kogo zgwałcił i kto kogo przejechał. Dla Fina jedna taka informacja to wielki szok. My jesteśmy tym bombardowani codziennie i tak jakby przyzwyczajeni umysłowo i dlatego też nasze poczucie humoru w tej materii trochę się różni.

Opowiadałam ostatnio mojemu koledze o pewnym wydarzeniu,które gdzieś czytałam bądź oglądałam które wg mnie było tragiczno - komiczne. Gdzie żona zdradzona i będąc w stanie rozwodu wkurzyła się na swojego byłego męża i jednego dnia włamała się do jego mieszkania zabrała jego miecz samurajski, wyskoczyła przez okno i pociachała samochód. Miała nadzieję, że to jego samochód a okazało się, że zniszczyła samochód kogoś innego. Policja przyjechała ale zawiozła ją do szpitalu uznając prawdopodobnie za wariatkę. Dla mnie to komiczne zachowanie. Sądzę, że dla wielu innych ludzi też. To że ktoś się włamuje do domu jest w naszym pojęciu sprawą normalną zdarzającą się u nas w kraju przynajmniej raz w miesiącu jak nie częściej , w pojęciu Fina - ogromniasta tragedia, to że ktoś skacze z okna też może nie jest jakąś nowością, ale że z mieczem samuraja rzuca się na samochód jest przynajmniej dla mnie komiczne. Dla Fina oczywiście tragiczne.

I tak się zaczęłam zastanawiać ile w naszym życiu dookoła jest tej "przemocy" z fińskiego punktu widzenia i doszłam do wniosku, że jest ona wszędzie w naszym życiu. Już od dzieciństwa jest ona nam wpajana jako coś "normalnego" i " komicznego" często. Biorąc pod uwagę zwyczajne bajki gdzie bohaterowie się nawzajem biją młotkami po głowach czy chociażby z lepszych bajek jak Kaczor Donald gdzie sytuacja typu idzie sobie kaczor i poślizguję się o skórkę od banana upada ma na celu wg producentów wywołać u dzieci uśmiech, ten śmiech jest nawet często w takich bajkach wstawiany, bądź często widać jak ktoś się z kogoś śmieje w takich sytuacjach, które wg Finów są uważane za "przemoc" i nic komicznego.  Potem wyrastamy na takich osobników mając przez lata w świadomości , że to typowe normalne komiczne zachowanie. Oczywiście tutaj trochę generalizuję i nie każdy przecież ogląda czy oglądał bajki i brutalne rzeczy w telewizji, ale raczej chodzi mi o to czym nas karmią. Jedyną bajką, która pozbawiona była według mnie tej "przemocy i krzywdy" w wykonaniu fińskim był " Miś uszatek" gdzie kiedy się skaleczył wszyscy się smucili i wytwarzało to w dzieciach trochę więcej wrażliwości na krzywdę ludzką. Widząc jednak model uśmiechania się na czyjąś krzywdę automatycznie programuje się w nas przyzwyczajenie do przemocy i krzywdy. I może też dlatego często jesteśmy na nią nie czuli.

niedziela, 2 stycznia 2011

Fińska umiejętność organizacji czasu

Kiedy wybierałam się do Finlandii , każdy na początku mówił mi, że Finowie są tak świetnie zorganizowani ze wszystkim, że to dlatego wszystko działa im jak w zegarku.Najlepsi organizatorzy na świecie.Po kursie języka fińskiego w Rovaniemi , nie mogłam tego jakoś dokładnie zauważyć w Vaasie. No dobra zorganizowali nam to i owo, wycieczki spotkania i takie tam. Ale to chyba normalne ? Co w tym szczególnego? Gdzie te umiejętności organizacyjne, które tak sobie chwalą?

Przez parę miesięcy pobytu tam, naprawdę nie mogłam tego zauważyć. Poznałam polaka, który tam mieszka i pracuję na codzień, który też mi o tym wspomniał. Dlaczego ja nie mogę tego zauważyć. O co chodzi z tymi umiejętnościami organizacyjnymi.

Odkryłam to dopiero po powrocie do Polski. Spotkałam się z paroma znajomymi, odwiedziłam parę imprez, dobrze mi to zrobiło dla zauważenia różnić. To wtedy mnie olśniło. Domowe imprezy to jedyne co mogłam tutaj na razie porównać jeśli chodzi o sprawy " życiowe z wolną ręką" ( nie mówię tutaj o organizacji studiów, działania firm czy jakichś organizacji).


Po raz kolejny jest to ciekawe zjawisko, że wcześniej tego nie zauważyłam. Jedyne co odczuwałam w Finlandii, to to że jakoś ciekawiej jest. Finowie, czy w ogóle ludzie mieszkający w Finlandii nauczyli się tego rodzaju organizowania imprez. Gospodarz imprezy zazwyczaj organizuje całe zajście, zaczynając od jedzenia , po usadzenie gości i tym podobne, aż po program imprezy.
Niby takie banalne ale jaka różnica. Nie ważne co się dzieje na imprezie, w pewnym momencie gospodarz wstaje i wygłasza coś, proponuję jakiś konkurs czy zabawę dla gości.

Kiedy pierwszy raz tego doświadczyłam, czułam się trochę głupio i dziecinnie. Konkursy czy quizy dla dorosłych ? Co za bzdura myślałam sobie. Ale potem doszłam do wniosku, że to jest tak proste i genialne a my tego w ogóle nie czynimy bo mamy jakieś dziwne stereotypy i rzeczy typu "nie wypada". Ludzie nie ważne w jakim są wieku , zawsze chcą się w takie rzeczy bawić tylko często nie wypada im się przyznać. I tak odwiedzając parę imprez po powrocie do kraju uświadomiłam sobie, że w Finlandii imprezy są zaplanowane. U nas zaplanowany jest tylko tzw "background" by ludzie mieli co jeść co pić gdzie siedzieć , muzyka ewentualnie a reszta to mają się zabawiać sami ze sobą rozmowa. Różnica, która tutaj występuje jest taka, że w Polsce zazwyczaj w towarzystwie znajdzie się taki ktoś, kto albo zacznie opowiadać żarty, albo wyskoczy z czymś, z jakimś pomysłem zrobienia czegoś tu i teraz - spontanicznie, bez żadnych ustaleń typu zróbmy sobie karaoke, chodźmy na spacer, potańczmy, idźmy do baru po coś do jedzenia. A jeśli nawet takiego kogoś nie ma to impreza jest jaka jest i też dobrze.

Będąc na tych imprezach tutaj domowych bądź wyjściowych odczuwałam zatem lekką nudę, gdyż przyzwyczaiłam się do typu zorganizowanych imprez. I nie zdawałam sobie sprawy z jakiego powodu mam takie poczucie nudy. Myślałam, że może to ludzie są nudni.... może muzyka nudna, może miejsce, a może po prostu ja nie mam o czym mówić czy rozmawiać. Nie to po prostu moje przyzwyczajenie do zorganizowania.

niedziela, 26 grudnia 2010

"Odwrotny szok kulturowy "- czyli dlaczego nikt mi nie powiedział o readaptacji do naszej polskiej kultury?

To co przeżywam to chyba jakiś naturalny stan szoku kulturowego, czy po szoku, nie uczyłam się o tym ani nie słyszałam nic na ten temat ale wiem, że coś takiego istnieje. Kiedy przeprowadzasz się do innego kraju, przyzwyczajasz się do sposobu życia w danym kraju. Kiedy wracasz do danego kraju, to nie wygląda to tak jak powrót do domu z wycieczki szkolnej. Wszystko jest inne, nie twój tryb życia, wszystko Cię irytuje. I tak wszystko mnie tu denerwuje. Za dużo kolorów w moim pokoju, za małe mieszkanie, zaspy na drogach, za dużo hałasu wokoło i wszystko to występuje z powodu przyzwyczajenia do innego sposobu życia.


W Finlandii jest błoga cisza wszędzie. Upajasz się ciszą. Nie słychać samochodów korków, karetek, ruchu , szumu niczego. Nie posiadałam tam telewizora, więc żyłam w jeszcze większej ciszy. W Polsce nie mogę znieść teraz jak telewizor gra dłużej niż 2 godziny, ludzie przy stole gadają... baaa nawet krzyczą. Bo moja rodzinka ma dość donośne głosy. Jestem zmęczona słuchania jakby to Finowie nazwali " plecenia bzdur piąte przez dziesiąte" co my Polacy najczęściej czynimy rozmawiając rozprawiając i powtarzając wszystko 500 razy w 2 milionach różnych wersji. Tak samo tzw. " small talk" u Finów kompletnie nie występuję. Finowie nie rozmawiają o rzeczach niepotrzebnych, poprzez to mogą się czasem wydawać za osoby zimne. Jednak dochodzę do wniosku, że czasem mi to pasuje.


Dzięki Bogu mój fiński kolega podtrzymuje mnie na duchu i stwierdza, że to naturalny proces kiedy się mieszka w obcym kraju. To naturalne, że się wszystkiego na początku nienawidzi i że wszystko irytuje. Łatwiej jest jak się mieszka w kilku krajach, wtedy łatwiej zaakceptować własny kraj. Wspomniał też coś o Odwrotnym szoku kulturowym, czyli jednak istnieje taki proces.

Poszperałam trochę w necie i znalazłam :
Wśród osób przebywających za granicą dominuje przekonanie, że powrót do domu jest końcem wszelkich kłopotów emigranta, ponieważ oznacza powrót do siebie. W rzeczywistości przeżycia osób powracających są znacznie bardziej złożone. Niektóre osoby po powrocie do kraju przeżywają trudności re-adaptacyjne, czyli powrotny szok kulturowy.

Grupami, które doświadczają tego zjawiska są  zarówno osoby powracające z emigracji motywowanej ekonomicznie, pracownicy firm, którzy przebywali na długotrwałych kontraktach służbowych w obcym kraju, żołnierze powracający z misji zagranicznych, jak i studenci powracający nawet  po 1 lub 2 semestralnym pobycie za granicą w ramach programu Erasmus czy wolontariatu. Wielu powracającym trudno  jest na nowo odbudować swój świat  i znaleźć sobie w nim miejsce. Bardzo wiele dotychczasowych więzi uległo bowiem zniszczeniu, zaś trudności potęgowane są poprzez brak zrozumienia dla ich trudności i przeżytych doświadczeń zarówno ze strony grupy rodzinno-przyjacielskiej, jak i zawodowej.


Przyczyną trudności w odnalezieniu się po powrocie jest rozczarowanie tym, co spotyka nas w domu. Nie wynika to wyłącznie z rozczarowania relacjami  z osobami, które na nas czekały (chociaż  najczęściej tak sądzimy), ale ze zmian, jakie  zaszły podczas naszego pobytu za granicą, zarówno w nas, jak i w nich. - No pewnie, mam poczucie, że własny dziadek mnie nie poznaje, a z mojego pokoju zrobiono przechowywalnię kwiatów.


Skutkiem jest przeżywanie depresji, kompleksu niższości, niepewności, poczucie izolacji i wyalienowania. To chyba jeszcze tego nie odczułam... Tylko tak trochę mi smutno czasami.

Te informacje zostały zaczerpnięte ze strony :
http://powrotnik.gov.pl/powrotnik/poradnik_psychologiczny/co_oznacza_powrotny_szok_kulturowy 
Jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej można sobie doczytać tam więcej informacji.

Znalazłam też dość ciekawą i praktyczną stronkę specjalnie przystosowaną dla Erasmusów dotyczącą szoku kulturowego i odwrotnego szoku kulturowego. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że tam gdzie najpierw byłam w Finlandii - w Rovaniemi powiedziano nam o "szoku kulturowym" dokładnie objaśniono ze wszelkimi szczegółami na czym to polega i kiedy nadejdzie. Łatwiej zatem było to przetrwać mając świadomość, że to coś naturalnego co prawdopodobnie kiedyś minie i można sobie pomóc. O powrotnym szoku kulturowym dowiaduję się w momencie gdy go doświadczam i znieść to tak jest troszkę niemiło.

Niewiele osób spodziewa się zjawiska analogicznego do pierwotnej adaptacji kulturowej, które można nazwać odwrotnym szokiem kulturowym. Mało kto przygotowuje się na ten specyficzny stres spowodowany m.in. mentalnym idealizowaniem własnego domu (w czasie wyjazdu), zmieniającymi się pod twoją nieobecność realiami krajowymi, czy brakiem zrozumienia ze strony najbliższych.
Wszelkie rady jak sobie radzić i reszta do poczytania tu :
http://pl.erasm.us/poradnik-erasmusa/porada/162-Odwrotny_szok_kulturowy

Mam tylko nadzieję, że ta moja powtórna adaptacja się nie dokona, i że jak wrócę do Finlandii z powrotem to nie będę musiała się adaptować ponownie.

Niedawne wrażenia Fińskie

Żałuję, że nie spisywałam tych wszystkich zmian i spostrzeżeń bo obecnie chyba nie jestem już w stanie przywołać wszystkiego.

Mogę opisywać jedynie coś nowego co doświadczę i co mnie zszokuje.Postanowiłam to uczynić dzisiaj w skrócie.

- Finowie uznają czekoladę za coś ekstrawaganckiego i wyśmienitego - kupno czekoladowych cukierków to święto lasu.

- Finowie wrzucają fotki z Wigilii na Facebooka..... To już dla mnie jakaś paranoja, fotografować prezenty, rozpakowywanie prezentów i co kto dostał. 

Jak wyglądają Finki można zobaczyć tutaj na filmie, mniej więcej to taki typ urody .Mówi  ona też o Polsce  i różnicach. Można posłuchać tutaj : 


sobota, 25 grudnia 2010

Powrót do Polski = kolejny szok kulturowy

Tak mi się dobrze żyję w tej Finlandii, że nawet nie miałam czasu pospisywać tego wszystkiego co tam się działo. Ciężka to praca takie spisywanie. W dodatku rozwalił mi się komputer i większość moich wspomnień została przetrawiona... ach jaka szkoda. Nauczka z tego taka, że lenistwo trzeba przezwyciężać zawsze i fotki przegrywać w przynajmniej 3 różne miejsca.

Pocieszam się jednak tym, że parę fotek i filmików które wrzuciłam gdzieś w Internet mi zostało a resztę misiów polarnych, reniferów i tym podobnych mam w pamięci swojej lub gdzieś upchane.




Poza tym na Uniwerku w Finlandii każdy ma swoje konto i miejsce na serwerze i można tam zostawiać pewne rzeczy, dlatego to też wszystkie fotki które mi zostały włożyłam tam w razie zaginięcia i oczywiście zapomniałam je nagrać na cokolwiek by je zabrać do Polski, ale to nic jak wrócę to je wydobędę.

-Wróciłam do Polski na święta i odkryłam , że to co było dla mnie na samym początku fascynujące, nowe i tak super świetne na ten obecny moment nie stanowi dla mnie czegoś szczególnego. Co więcej nie zauważam, że owa rzecz jest już taka świetna, jest typowa normalna. Co więcej po powrocie do kraju zauważam różnice w Polsce i w polskim sposobie życia. Masakra jednym słowem, bo tak się odzwyczaiłam od pewnych zachowań tutaj, że teraz kiedy je spotykam lub doświadczam to przypominają mi się i następuje taka reakcja " No tak tak to już tu jest... to ciekawe, że o tym zapomniałam."

- Płynąc promem na którym było więcej Polaków niż Finów, i w dodatku więcej pracowników fizycznych i tirowców niż jakichś turystów (bo kto swoją drogą podróżują w taką pizgawicę do/z Finlandii jak tam -30C) natknęłam się polską elitę wykazującą maksimum dobrego wychowania i kultury. Panowie zaczęli rozmawiać w miejscu publicznym przy barze jak to podrywali jakie laski, jaka laska miała jakie balony i co z nimi robili. Ugh.. Zniesmaczenie me się powiększyło gdy oczywiście usłyszałam milion razy najpopularniejsze polskie przekleństwo... Chyba nie ma takiego państwa na świecie, w którym Polacy dokonali inwazji i rdzenni mieszkańcy tego państwa nie znaliby tego cudownego słowa. No cóż nie wiem czy to dobry obraz, pierwszy obraz mojego rodzinnego kraju po paru miesiącach niebytu tu.



- Mam problemy z językiem polskim. Spodziewałam się, że tak będzie po przyjeździe, przynajmniej parę dni na początku. Zawsze doświadczałam tego zjawiska po powrocie z moich podróży. Te jednak trwały 2, 3 tygodnie a nie miesiące i podczas nich rozmawiałam ciągle po polsku. W tym wypadku dość rzadko to występowało. Odwiedziłam zatem koleżanki pierwszego dnia po przyjeździe (ach , jak cudownie , że ktoś mnie w tym kraju jeszcze pamięta :D ), następnego poszłam się przejść po markecie tak bez celu dla zapoznania się i doszłam do wniosku, że jak ktoś za szybko mówi to ja tego nie rozumiem. Nie tyle co nie rozumiem ale mój mózg nie odbiera słowotoku, nie rozróżnia słów. Niedobrze. Nawet pisząc w tej chwili tego bloga musiałam użyć słownika aby przetłumaczyć sobie z języka angielskiego pewne słowo bo nie pamiętam jak najlepiej oddać można tego sens po polsku.

- Jeśli już pisałam o przekleństwach to Finowie mają jedno takie słowo, które nie wiem jak się piszę ale wymawia się mniej więcej jak nasze polskie "Chuj". Z tymże fińskie "hui" z fińskim akcentem nie do końca brzmi tak jak po polsku i oznacza tyle co "Oj". Moi mili znajomi Finowie,jak chcą mnie podenerwować wymawiają je po stokrotnie wiedząc, że dla mnie jest ono okrutne.

- Wszędzie pełno śniegu.... świat zawalony śniegiem i meega zaspy... Jak poszłam do miasta to w jedną nawet wpadłam bo si zagapiłam, i generalnie muszę wysiadać w zaspy.Moje fińskie buty oczywiście przyjmują każdą ilość soli al nie są przystosowane na takie zżeranie... W Finlandii się soli nie używa. Na ulicach jest lód i ewentualnie piasku trochę, a kierowcy mają opony z kolcami. Zresztą mój rower też ma kolce w oponie jednej co bym mogła śmigać po tych zlodowaciałych alejkach i powiem wam, że to o wiele bezpieczniejsze jeździć na tym rowerze niż chodzić.


- Mieszkam tam w gigantycznym mieszkaniu z gigantycznym pokojem i zawsze mi się wydawało, że mam dość duże mieszkanie. Przez pierwsze 3 dni miałam tu klaustrofobię i poczucie bycia w klatce. Co więcej za dużo tu kolorów, za dużo tu pierdół i ozdób.Wydaję mi się, że mam takie poczucie z takiego powodu, że tam nie mam aż tak kolorowo i nie jest tak to wszystko udekorowane. Rodzice też postawili chyba wszystkie kwiaty doniczkowe i wysokie na stojakach w moim pokoju co też spowodowało szok bo poczułam się jak w buszu... tam brakuje mi kwiatów w pokoju i w sumie mam jednego malutkiego wrzosa, ale inne kwiaty by tam nie przetrwały z powodu braku światła słonecznego. W urzędach, sklepach i wszelakich wnętrzach zazwyczaj stoją sztuczne kwiaty, które są też drogie nie wiadomo dlaczego.

- Narzekałam, że tam mam 10 minut do centrum miasta w Finlandii, a tutaj przez te korki żeby się gdziekolwiek dostać samochodem to jakieś 30 minut potrzeba, jednak raduje mnie słuchanie radia samochodowego w tym czasie. W Vaasie jak się nie ma samochodu to ciężka sprawa dostać się gdzieś dalej, można też rowerem zimą co zazwyczaj wszyscy robią i co latem jest zbawieniem. Tak więc studenci zazwyczaj ograniczają się do centrum i okolic.



niedziela, 10 października 2010

Uniwersytet Lapoński - ładniejszy niż hotel ?

Przybywając na uniwerek w Rovaniemi nie wyróżnia się on niczym szczególnym z zewnątrz. Jeśli jednak wchodzimy do środka to oczom się nie chcę wierzyć , że jest to tak naprawdę Uniwersytet. Jak dla mnie to wygląda on wewnątrz bardziej jak hotel...czy komfortowe mieszkanie. Wszystko jest takie kolorowe , ładne zadbane i przede wszystkim przyjazne dla człowieka. Można tam nawet spać... Zresztą zobaczcie sami... Tour de uniwersytet w Rovaniemi :)

 

O fińskiej pogodzie, o ludziach i nauczycielu fińskiego...


*Jeśli chodzi o pogodę to jest ona bardzo zmienna. Trzeba być strasznie na to przygotowanym. Rano często bywa zimnawo, po godzinę potrafi wyjrzeć słońce i nagle z 17 stopni zrobić się 30 stopni gdzie można iść i pokąpać się w jeziorku a następnie może zacząć padać deszcz i wystąpić burza. Z tego powodu trzeba być przygotowanym na każde warunki pogodowe i nosić ze sobą wszystko co jest potrzebne na każdą ewentualność oczywiście wodoodporne.

* Jeśli chodzi o ludzi, to chyba jednak wyróżniam się trochę z tłumu urodą bo każdy zauważa, że jestem z Polski nawet nie pytając się za bardzo. Dzisiaj na wykładzie kiedy mówiliśmy o różnicach kulturowych między Finami a innymi narodowościami to od razu nasz teacher odgadł, że jestem z Polski. Także ludzie którzy tutaj są razem ze mną i uczą się języka twierdzą, że wystarczy spojrzeć na mnie i w moje oczy. Bawi mnie zachowanie Niemców bo oni najbardziej „dają mi w kość na tym polu”. Ale z jednej strony jest to całkiem miłe, bo cokolwiek Iska potrzebuje to Iska otrzymuje. I tak dwóch tęgich Niemców pomogło mi wnieść kanapę do mojego mieszkanka, pomogło heh… wnieśli ją a ja tylko mówiłam co gdzie i jak. Generalnie ktoś codziennie robi kolację, i nie muszę się trudzić i zawsze mnie zapraszają abym zjadła. Aczkolwiek sądzę, że to w podzięce za wieczorek który zorganizowałam w swoim mieszkanku i naszykowałam omlety wytrawne dla wszystkich i czym się wielce zajadali.


*Nauczyciel fińskiego jest bardzo specyficzny. Jest blondynem, typowym finem. I mówi dość cicho, nieśmiało nie pyta się personalnie. Na początku w ogóle nie pamiętał naszych imion. Moje imię zapamiętał chyba pierwsze bo też tak się zwrócił do mnie. 
Dowiedziałam się na wykładzie, że w Finlandii nie można wywoływać Finów do odpowiedzi imiennie bo to ich strasznie peszy. Zazwyczaj jest tak, że siedzą cicho i nie odzywają się dopóki nie znają perfekcyjnej odpowiedzi której są w 100% pewni. Bardzo obawiają się publicznego ośmieszenia, Jeśli chodzi o zaś o zachowanie na zajęciach, to po wykładzie są różniste zachowania jeśli chodzi o podziękowanie za wykład czy zajęcia,niektórzy pukają w stół, niektórzy klaszczą, a inni nic nie robią.

wtorek, 5 października 2010

Bezsenne białe noce

Minął tydzień a ja jeszcze nie miałam czasu popadnie się wyspać, zrobić porządku pouczyć się fińskiego, bo ciągle mamy coś zorganizowane a wieczorami spotykamy się na pogawędki. I z tegoż powodu, że się tutaj nigdy ciemno nie robi i jest prawie tak samo jasno jak w dzień to nie ma się takiego poczucia, że już jest późno więc praktycznie nie ma potrzeby chodzenia spać. Często zatem chodzę spać o 3,4 czy 6 rano dopiero i nawet jak pośpię 3,4 godziny to nie odczuwam jakoś zmęczenia.


Z tego powodu, że jest tutaj zawsze jasno nawet w nocy w sierpniu poradzono mi abym zakupiła sobie taką opaskę na oczy, żebym mogła zasnąć. Próbowałam sobie wybrać najciemniejszą, czarną o napis jakoś za bardzo nie dbałam. Pewien uroczy Niemiec zwany Andreas oczywiście się z nią zakolegował... No jakże by mogło być inaczej, tym bardziej że orgazm to słowo które znajduje się chyba w grupie tematów uwielbianych przez Niemców.

sobota, 2 października 2010

Droga na uniwerek

Z Kuntotie - osiedla czy ulicy na której mieszkamy na Uniwerek jest jakieś 3 - 4 km. Nic w tym trudnego kiedy się wstaję o godzinie 8 i podąża w tamtą stronę na rowerze bo jest z górki. Gorzej jak się wraca i pod tą górkę trzeba podjechać. To jest dopiero masakra.

czwartek, 30 września 2010

Pierwsze kroki w Rovaniemi

Od naszego miejsca odchodzi wiele rożnych dróg w rożnych kierunkach zazwyczaj do lasu. Na niektórych ścieżkach można znaleźć bardzo ładne tereny rekreacyjne… polecam tym, którzy się kochają w przyrodzie i zróżnicowanym ukształtowaniu terenu. 




Gdzieniegdzie są takie ładne domki bardzo malownicze i wypracowane z ładnymi ogródkami. Ogólnie mam plan zwiedzić każdą z tych dróżek, jednak dotychczas miałam stracha w ogóle ruszać się gdziekolwiek sama, wiec przez pierwsze 3, 4 dni chodziliśmy wszyscy razem grupie, bo mało kto znal drogę do domu, pomimo ze mieliśmy mapę. 





Jest tu trochę inaczej niż w takim typowym mieście. W mieście są znaki, oznakowane są ulice są jakieś charakterystyczne punkty, zawsze można kogoś zapytać. W Rovaniemi nie. Są ścieżki leśne, dróżki są inaczej oznakowane, a ponadto w języku fińskim. Co więcej mało kogo tu widać może paru ludzie na godzinę jeśli chodzi o te tereny poza centrum. 




Ale teraz, kiedy już mniej więcej wiem jak dotrzeć do domu na uniwerek i do miasta to jestem bardziej skłonna wyruszyć na takie jednoosobowe lub dwuosobowe zwiedzanie, problem w tym, że jak dotąd nie ma czasu, bądź siły. Bo tak to bywa, że na Erasmusie się nie ma czasu na nic.